Pieczonki


Ziemniaki i warzywa korzenne nie są uważane za jakiś przysmak. Wiadomo, że potrafią być pyszne, ale pieczonki - składające się z tych właśnie produktów - są po prostu kultowe !  Ta potrawa wywodzi się z okolic, z których i ja pochodzę czyli z okolic Zawiercia, Jury Krakowsko - częstochowskiej, Myszkowa :)
Każda impreza na powietrzu "kręciła się" wokół tego dania. Na hasło: PIECZONKI zawsze łatwo było zebrać towarzystwo do zabawy i konsumpcji tychże. Potrzebne było tylko miejsce do rozpalenia ogniska, żeliwny garnek ( najlepiej jak największy ), wspomniane warzywa i wędliny oraz coś do popicia. Najczęściej było to kwaśne mleko z towarzyszeniem napoi wysokoprocentowych.
Role były jasno podzielone. Płeć żeńska myła, obierała, kroiła warzywa i wędliny, płeć męska zajmowała się rozpalaniem ogniska i pilnowaniem już piekących się ziemniaków. Pamiętam jak nad wielkimi miednicami ( produkcji M.F.N.E. ) siedziałyśmy z koleżankami, mamami, babciami, ciociami i dzielnie przerabiałyśmy tony warzyw świetnie się przy tym bawiąc i plotkując oczywiście. Przygotowane warzywa układałyśmy warstwami w kociołku, przyprawiając je solą i pieprzem aż po brzeg, na górę układaliśmy tłustsze części boczku, słoninę, trochę smalcu. Mój pradziadek miał w zwyczaju poświęcać jednego z wyhodowanych przez siebie królików na ta okazję. Spoczywały więc kawałki królika na samej górze gara i dostarczały cudownego smaku całości. Przykrywało się całość wielkimi liśćmi kapusty, które chyba miały uszczelnić garnek i pokrywkę. Niekiedy za pokrywkę służyło tgz. "rozie" czyli wycięty szpadlem kawałek trawnika (brzmi to dość śmiesznie :)) wysokości około 20 cm a wielkością ciut przewyższające średnicę kociołka. Wszystko po to, aby z garnka nie uciekała para, bo w tej parze właśnie dusiły się ziemniaki i cała reszta.
Dla zainteresowanych przygotowaniem pieczonek na dworze, w wersji oryginalnej, polecam artykuł Panów Ormiana i Przepióra pt. "Prażonki (Pieczonki) – potrawa regionalna".
Jestem wielką fanką pieczonek, ale ponieważ aktualnie okazji do ich przygotowania na zewnątrz jest mało, to w mojej rodzinie przygotowuje się od lat ich domową wersję – nie ma co się oszukiwać – znacznie uboższą w aromaty, smaki i bez tej cudownej, biesiadnej otoczki. Mimo to polecam szczególnie tym, którzy nigdy ich nie próbowali. I błagam nie zniechęcajcie się tym niechlujnym wyglądem potrawy, bo taka jej uroda – niby nic na pierwszy rzut oka, ale jak ją poznać, można się zakochać!

Składniki:
2 kg ziemniaków
2 marchewki
2 buraki
duża cebula
0,5 kg kiełbasy
30 dag boczku (tłustego)
2 łyżki smalcu lub margaryny
sól i pieprz

Przygotowanie:
Warzywa trzeba obrać i umyć. Ziemniaki pokroić na 4 części, buraki w cienkie plastry, podobnie marchewkę i cebulę. Kiełbasę i boczek również kroimy w plastry. Układamy warstwami: ziemniaki, sól i pieprz, marchew, buraki, wędlinę, cebulę i od nowa ziemniaki itd. Dobrze, żeby na górze były ziemniaki a na ziemniakach tłuszcz ( smalec lub margaryna) lub/i  tłuste części wędlin. Garnek powinien być pełen. Szczelnie przykrywamy go folią aluminiową, a na folii kładziemy pokrywkę. Ziemniaki stawiamy na średni palnik i pieczemy około 10 minut na dużym ogniu, potem zmniejszamy go i dusimy kolejne 30 minut. Pod żadnym pozorem nie odsłaniamy folii i nie zaglądamy do środka. Para nie może uciekać z garnka. Po 40 minutach bardzo ostrożnie ( można się poparzyć parą ! ) usuwamy pokrywkę i folię. Mieszamy całość i nakładamy na talerze. Podajemy z kwaśnym mlekiem lub maślanką.



 

SMACZNEGO !

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dorota Rosner. Obsługiwane przez usługę Blogger.